Parę refleksji po lekturze książki „Własny biznes. Jak dojść do sukcesu?” Marty Woźny-Tomczak

Czy przedsiębiorczości można się nauczyć? A jeśli tak, to skąd czerpać wiedzę? Czy też może raczej rację mają ci, którzy uważają, że nie można nauczyć się bycia przedsiębiorczym — przedsiębiorcą trzeba się urodzić? Pewne jest jedno — ci, którzy żywią to ostatnie przekonanie, nie biorą się za własny biznes, a dzięki temu unikają porażki. Bo własna firma nie jest dla każdego. To wyzwanie dla ludzi, którzy rozumieją, że „przetrwanie w biznesie to nic innego, jak konsekwentna praca nad sobą”, jak pisze Marta Woźny-Tomczak.

Fot. Jan Tuszyński

Przedsiębiorczość to stan umysłu

„Przedsiębiorczość to stan umysłu. Myśl więc jak człowiek biznesu”, pisze autorka książki „Własny biznes. Jak dojść do sukcesu?”.

No dobrze, ale jak myślą ludzie biznesu? Z całą pewnością coś ich odróżnia od przeciętnego Iksińskiego lub Igrekowskiej, skoro powyżej napisałem, że własna firma nie jest dla każdego (i zdanie podtrzymuję!).

Wielką wartość książki „Własny biznes. Jak dojść do sukcesu?” stanowi to, że autorka w części pierwszej — „Praca nad sobą a zarabianie pieniędzy” — skupia się osobie przedsiębiorcy. Na cechach, atutach, kompetencjach, które powinien posiadać człowiek, który prowadzi własną firmę.

„Bo wszystko zaczyna się w głowie”, jak pisze Marta Woźny-Tomczak.

A ja się pod tą myślą podpisuję obiema rękoma. I każdą osobę, która rozważa założenie firmy, zachęcam do uważnej lektury tej części książki, a potem do pogłębionej refleksji.

Ktoś mógłby powiedzieć, że szkoda czasu na refleksję, bo prowadzenie firmy to przede wszystkim działanie. Sęk w tym, że lepiej jest teraz poświęcić trochę tego bezcennego zasobu, jakim jest nasz czas, na myślenie, czy aby na pewno posiadamy cechy prawdziwego lidera, niż po założeniu firmy męczyć się z biznesem, który po prostu nam nie idzie, bo się do tego nie nadajemy.

Przy okazji zachęcam do lektury tekstu o książce „4-godzinny tydzień pracy”, która pomaga uświadomić sobie, jak bardzo cennym zasobem jest nasz czas.

Przedsiębiorczość to kompetencja

Andrzej Demczuk, mąż Moniki, ojciec Oliwki, Miłosza i Mikołaja, Prezes Towarzystwa Biznesowego Lubelskiego, współfundator Fundacji w Duchu Miłości, inicjator klubów ojcowskich Tato.Net w Lublinie, przedsiębiorca prowadzący sieć restauracji Plackarnia, podczas wywiadu dla „Merkuryusza” (nr 15) powiedział:

„Przedsiębiorczość to coś więcej niż prowadzenie firmy. Przygotowując wykład „Przedsiębiorczość jako działalność wielowymiarowa” na międzynarodową konferencję na KUL-u, pozwoliłem sobie spojrzeć na przedsiębiorczość jako coś, co nie jest połączone tylko z działalnością gospodarczą. Przedsiębiorczość jest jedną z kluczowych kompetencji, a kształtowanie tej kompetencji jest jednym ze standardów współczesnej edukacji zorientowanej na uczenie się jako proces realizowany przez całe życie. Bycie przedsiębiorczym — obok innych kompetencji — stanowi fundament samorealizacji każdego człowieka. Człowiek przedsiębiorczy to ktoś zaradny, pomysłowy. To ktoś aktywny, zorganizowany. To przywódca”.

Z powyższego płynie bardzo ciekawy wniosek. Człowiek przedsiębiorczy nie musi prowadzić własnej firmy — może być na przykład bardzo sprawnym menedżerem (jak śp. Lee Iacocca, legendarny prezes Ford Motor Company, a potem Chryslera, którego uratował przed upadkiem — gorąco zachęcam Cię do lektury autobiografii tego fascynującego człowieka. Przedsiębiorczy człowiek może też być aktywny na polu trzeciego sektora, czyli działać w organizacjach pozarządowych. Zresztą wielu przedsiębiorców (przynajmniej w gronie Towarzystw Biznesowych, jak Andrzej Demczuk właśnie) łączy prowadzenie firmy z działalnością społeczną.

Przedsiębiorczość to powołanie

Maciej Gnyszka, Ojciec Założyciel Towarzystw Biznesowych, guru polskiego networkingu i fundraisingu, w rozdziale „Powołanie do przedsiębiorczości” głośnego e-booka „Katoliccy miliarderzy. Dlaczego nie ma ich w Polsce i jak bardzo są potrzebni” pisze:

„Wszyscy jesteśmy powołani do tego, aby stać się świętymi. Jednak nie istnieje tylko jedna droga do świętości — każdy musi odkryć swoją, a potem wytrwale i konsekwentnie nią podążać. Jedne powołania wydają się być bliżej Boga — jak powołanie do bycia księdzem — niż inne — np. powołanie do nauczania dzieci i młodzieży —  ale koniec końców wszystkie działania, których się podejmujemy, powinny być na Bożą Chwałę. Bycie przedsiębiorcą nie stanowi tu wyjątku.

Tak, również przedsiębiorca to powołanie. Na czym ono polega? Wierzę, że droga przedsiębiorcy do świętości to droga ciągłego rozwoju. To ulepszanie swoich produktów, rozwijanie swojego zespołu i procesów, a także dzielenia się swoim doświadczeniem z innymi. A to prawie zawsze kończy się sukcesem ekonomicznym na wielką skalę! Można zatem powiedzieć, że ten, kto poważnie traktuje swoje powołanie, musi poważnie traktować także wezwanie do osiągania sukcesów w swojej branży”.

Przedsiębiorczość to praktyka

Nie każdy został powołany do bycia przedsiębiorcą. Jednocześnie nikt, kto został do tego powołany, nie stanie się mistrzem w prowadzeniu biznesu tak po prostu. Każdy talent trzeba rozwijać. Nie da się zostać specjalistą w danej dziedzinie bez wysiłku.

Spotkałem się gdzieś z cenną myślą na temat przemysłu — że przemysłu można nauczyć się tylko w jeden sposób: przez uczestnictwo w wykonawstwie. W końcu chodzi o operowanie narzędziem. Przy czym narzędzie to nie tylko coś, co człowiek może chwycić do ręki — narzędziem może być cała fabryka. Dla przedsiębiorcy narzędziem jest firma.

Siłą rzeczy, operowanie tym narzędziem wymaga praktyki. Marta Woźny-Tomczak przytacza ciekawą myśl:

„Brian Tracy w jednej ze swoich książek mówi, że dopiero w siódmym roku prowadzenia firmy spodziewać się możesz spektakularnych wyników. Wcześniej po prostu uczysz się biznesu. Można edukację przyspieszyć czytając książki, chodząc na seminaria, konferencje, poznając ciekawych ludzi stanowiących ikony biznesu — i warto czasem za to zapłacić”.  

7 lat to szmat czasu. A czas to bezcenny zasób. Nikt nie wie, ile mu go zostało do końca życia, ale każdy z nas ma do dyspozycji 24 godziny do rozdysponowania każdej doby. Tim Ferriss w polecanej wyżej książce „4-godzinny tydzień pracy” zachęca do efektywnego korzystania z tego zasobu. Myślę, że w przypadku nauki biznesu warto pójść za radą Marty Woźny-Tomczak — i przyspieszyć biznesową edukację. No dobrze, ale skąd czerpać tę wiedzę?

Przedsiębiorczości należy uczyć się do praktyków, takich jak Marta Woźny-Tomczak

Nazwisko autorki książki „Własny biznes. Jak dojść do sukcesu?” wymieniam nie dlatego, że uważam, że to bardzo wartościowa lektura (choć faktycznie tak uważam) — ale dlatego, że miałem przyjemność poznać Martę. Zaczęło się od jej seminarium „Możesz więcej, niż myślisz” z gościnnym udziałem Macieja Gnyszki (gwoli ścisłości, tylko oglądałem nagranie tego seminarium). Pierwsze wrażenie było takie, że Marta Woźny-Tomczak to wulkan energii. Na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Ma świetny kontakt z audytorium. Ale…

Fot. Anna Osiak

Zdążyłem się już wielokrotnie przekonać, że Członkowie Towarzystw Biznesowych to ludzie, jak to określam, wielowymiarowi. Im lepiej ich poznajesz, tym więcej odkrywasz na ich temat. W kontekście Marty nie powiedziałbym, że pozory mylą — powiedziałbym, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona 🙂

Jakiś czas po seminarium miałem przyjemność prowadzić wywiad z Martą do „Merkuryusza” (nr 13-14). Tempo naszej rozmowy było dużo wolniejsze niż to, które sobie narzuciła podczas jej seminarium. Powodem był jet lag — Marta znosiła skutki zmiany strefy czasowej po powrocie z USA (gdzie spełniła swoje marzenie, startując w maratonie w Nowym Jorku). Tym razem najbardziej w oczy rzuciło mi się (a raczej w uszy 😉 — przyp. A.L.) — że tak powiem — analityczne podejście Marty. Jej odpowiedzi na moje pytania były myśleniem „na żywo” — spoglądaniem na obie strony medalu, przyjmowaniem różnych perspektyw.

Myślę, że Marta Woźny-Tomczak łączy dwie bardzo ważne cechy, które pomagają w prowadzeniu własnego biznesu: potrafi działać szybko i sprawnie, a jednocześnie potrafi zatrzymać się, by pomyśleć, zaplanować, opracować strategię, wyciągnąć wnioski z dotychczasowych działań.

Jeśli moje słowa jeszcze Cię nie skłoniły do lektury książki „Własny biznes. Jak dojść do sukcesu?”, to być może przekonają Cię słowa samej autorki. Przytaczam fragment ostatniego rozdziału — „Coś więcej o autorce”:

„Zacznę od początku. Przez praktycznie całe studia sporo pracowałam i praca czy kariera stanowiły dla mnie od zawsze wartość samą w sobie. Tak zaczyna wielu przedsiębiorców, niektórzy nawet w liceum.

Lubię działać, lubię patrzeć, jak ciężkie dni przynoszą efekty, jak tworzy się coś większego niż sami byliśmy w stanie to sobie wyobrazić. Lubię zaskakiwać innych i słuchać, jak mówią, że coś fajnie wyszło. Pieniądze też lubię, choć trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że przedsiębiorca,w szczególności kobieta, też może zarabiać kwoty kilkucyfrowe, nawet jak nie ma się 30-stki”.

Dla kogo jest ta książka?

Ponownie oddaję głos autorce:

„Książka ta nie jest skierowana do milionerów, którzy sami doszli do swojego majątku — to często z ich biografii nadal czerpię i nie chcę jej zastępować. Nie czuję się nawet tak kompetentna, by móc choć w części dzielić się wiedzą tak, jak moi mentorzy.  

To też nie książka dla prezesów wielkich firm, którzy przez 20 lat ukształtowali sobie swoją wizję biznesu i nie chcą jej zmieniać. To bardziej książka dla tych, którzy mają kilkuletnie doświadczenie w biznesie i chcą spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Mam klientów, którzy 10 lat prowadzą biznes, zatrudniają rozbudowane zespoły, a nadal problemem dla nich jest rekrutacja lub płynność finansowa.

[…]

Ale jeśli zaczynasz dopiero swą przygodę z biznesem i jesteś jeszcze na początku tej drogi, również znajdziesz w niej ciekawe wskazówki, które zaoszczędzą trochę czasu na przyszłość. Zaoszczędzą Ci też sporo pieniędzy”.

Od siebie dodam tylko, że ta książka to doskonały pomysł na prezent dla tej ostatniej grupy. Dlatego jeśli masz w gronie bliskich, przyjaciół czy znajomych kogoś, kto „zachorował” na własny biznes, podrzuć mu książkę Marty Woźny-Tomczak. Być może taki ktoś po lekturze porzuci swoje plany, uświadamiając sobie, że własna firma jednak nie jest dla niego. Jeśli jednak ów ktoś po lekturze będzie jeszcze bardziej zdeterminowany, by zostać przedsiębiorcą, to wskazówki Marty na pewno mu w tym pomogą.

Andrzej Lauryn

Copywriter Towarzystw Biznesowych

Partnerzy