Merkuryusz”: Przemku, słyszałem o nietypowej autoprezentacji z młotkiem w roli głównej. Przybliżysz temat?

Przemysław Przyjazny: (śmiech) To nie było autoprezentacja. Chodziło o wyjaśnienie, czym zajmują się Towarzystwa Biznesowe. Chciałem pokazać coś, co zapadnie w pamięć. Przygotowałem miniskecz z rekwizytami. To był nie jeden, a trzy młotki. Wyglądało to tak.

Kiedy jesteśmy przedsiębiorcą, to idziemy w życiu pewną drogą. A na tej drodze są różne kamienie, o które się potykamy. Co robi przedsiębiorca, który chodzi drogą wte i wewte? Zaczyna rozbijać te kamienie.

Początkujący przedsiębiorca do rozbijania kamieni ma mały stolarski młotek — tu pokazuję ów młotek, ważący jakieś 0,25 kg.

Doświadczony przedsiębiorca oczywiście rozbija kamienie sprawniej, ma lepsze narzędzie — tu pokazuję młotek ważący kilo z hakiem.

Ale najlepszym narzędziem do pokonywania przeszkód na drodze dysponują przedsiębiorcy, którzy współpracują w ramach Towarzystw Biznesowych — tu wyciągam duży młot ważący 5 kilo. Nawet czerwony kolor dobrze pasował do Towarzystw (śmiech). Pokaż mi „zwykłego” przedsiębiorcę, który na długość jednego połączenia ma kilkadziesiąt zaufanych firm ze swojego otoczenia.

Świetna metafora!

Cieszę się, że prezentacja zapadła w pamięć, nawet jeśli ludzie nie kojarzą dokładnie, o co chodziło.

Walka o tytuł Człowieka Roku 2017 Towarzystw Biznesowych była zażarta do samego końca głosowania. A jak to wyglądało z Twojej perspektywy?

Generalnie wyglądało to tak, że zamierzałem spokojnie śledzić bieg wydarzeń — co ma być, to będzie. Ale po pierwszym dniu SMS-owego głosowania, wieczorem przed snem, tknęło mnie, że przecież tu nie o mnie chodzi, a o grupę. To grupa mnie nominowała — grupa, w której mam przyjaciół, znajomych.

Dotarło do mnie, że trzeba zrobić wszystko, żeby tytuł trafił do Towarzystwa Biznesowego Poznańskiego. Wstałem więc z łóżka. Usiadłem na tyłku. Rozpisałem strategię… i wygrałem. A raczej — zdobyłem ten tytuł dla mojej grupy.

I myślę sobie, że właśnie tak powinniśmy podchodzić do tego sukcesu.

To znaczy?

Bycie Człowiekiem Roku Towarzystw Biznesowych to służba. W pierwszej kolejności służba grupie lokalnej. A w drugiej — służba Towarzystwom jako całości. To również odpowiedzialność.

Obronisz tytuł?

Nie… ale zamierzam zrobić wszystko, żeby tytuł pozostał w Poznaniu.

Dlaczego właśnie tak?

Bo to będzie dobre dla grupy. A w Towarzystwach Biznesowych jesteś silny swoją grupą. I nie wynika to z tego, czy masz słabych, czy dobrych ludzi w grupie, tylko z tego, jak mocno dla grupy pracujesz.

Jeśli pracujesz dobrze, będziesz miał silniejszą grupę, a wtedy także ty będziesz silniejszy. Bo jeżeli przedsiębiorcy wokół ciebie będę dzięki twoim rekomendacjom silniejsi, to i ty będziesz otrzymywał silniejsze rekomendacje.

Naprawdę warto pracować na innych i umacniać grupę. To potem do nas wraca.

Jesteś bardzo aktywnym networkerem. Maciej Gnyszka w szkoleniu o podwojeniu biznesu, przedstawiając Twoją historię, wspomina o dużej roli turystyki networkingowej. Jak znajdujesz czas na odwiedzanie innych Towarzystw Biznesowych?

To proste. Generalnie jest tak, że zimą — w styczniu i lutym — mniej się dzieje. Firmy jeszcze robią zestawienia za rok poprzedni itd. Są zimowe urlopy, np. wyjazdy na narty. I ja wtedy wsiadam w samochód i ruszam w Polskę. Oprócz najmłodszych grup, które otworzyły się w tym roku i pod koniec poprzedniego, odwiedziłem chyba wszystkie Towarzystwa Biznesowe. Teraz tyle się wydarzyło, że trochę nie ogarniam (śmiech). Spokojnie — poczekam, aż trochę popracują, przetrzebią się i zostaną Ci wytrwali. O ile w swojej grupie o relacjach myślisz już w perspektywie miesięcy, o tyle w skali Polski nastawiam się na lata.

Z jakim skutkiem?

Trzeba pamiętać, że jest to proces długofalowy. Rzadko się zdarza, że po jednej wizycie wypali jakiś biznes. Te wyjazdy to raczej inwestycja — wkładamy czas i pieniądze, np. na paliwo. Ale zawsze coś zyskujemy — zdobywamy wiedzę, budujemy relacje, które w przyszłości zaowocują. Najważniejsze w tych wyjazdach jest to, żeby skupić się na pomaganiu. Bo jeśli jedziemy po to, żeby w pierwszej kolejności zaprezentować swoje usługi, to nie ma to sensu. Ja generalnie na śniadaniach Towarzystwa Biznesowego Poznańskiego skupiam się na tym, by udzielać jak najwięcej rekomendacji. A kiedy ruszam w Polskę, to już w ogóle nie myślę o niczym innym. Dzięki pomaganiu nawiązujemy relacje. A jeśli nie da się udzielić konkretnej rekomendacji, warto coś komuś podpowiedzieć. Z dobrych pomysłów często wychodzą naprawdę fajne rzeczy. Przykładowo: nagle dostajesz kilka tematów z Łodzi, a nawet z Zielonej Góry, choć nawet nie zdążyłeś się tam pojawić (śmiech).

Przemku — czyli pomaganie jest najważniejsze w networkingu?

Niezupełnie. Ważne i decydujące, trzeba je jeszcze umiejętnie zaplanować. Nieść pomoc tym, którzy jej faktycznie chcą.

Co w takim razie jest najważniejsze?

Oprócz pomagania? Cierpliwość i plan.

Cierpliwość?

Jestem wyznawcą zasady długoterminowości w biznesie. Zróbmy taki myślowy eksperyment. Potraktujmy całą naszą karierę zawodową jako swój biznes.

Przyjmijmy, że pracę zaczynamy w wieku 18–19 lat. Dla jednych studia są przygotowaniem, inni już na studiach zaczynają pracować. Na emeryturę mężczyzna formalnie przechodzi w wieku 65 lat. Ale jeśli zdrowie pozwala, to jesteśmy aktywni zawodowo lekko do 70. To daje w sumie 50 lat aktywności. Szmat czasu.

A jak to ma się do networkingu?

Ma się tak, że do wszystkich naszych działań powinniśmy podchodzić, biorąc pod uwagę powyższe. Długofalowo należy myśleć o biznesie, ale też o budowaniu relacji, a więc również o networkingu. Musisz pamiętać, że budujesz swoje otoczenie w perspektywie półwiecznej. Jeśli robisz to planowo i perspektywicznie, to nagle się okazuje, że znasz wszystkich potrzebnych ci ludzi i jesteś z nimi w dobrych relacjach. Wychodzisz, na miasto i kogo nie spotkasz, to wisi ci przysługę — fajnie, prawda? Nauczyłem się tego, czytając „Ojca chrzestnego”. Pracę w ten sposób rozpocząłem w szóstej czy siódmej klasie szkoły podstawowej.

Długofalowe myślenie — zgoda. Ale co ma do tego cierpliwość?

Popatrzmy na obecność w Towarzystwach Biznesowych z perspektywy nowego Członka. W zasadzie przez pierwszy rok w grupie powinien on być nastawiony nie na zarobienie — choć oczywiście to może się udać szybko — ale na cierpliwe budowanie relacji.

Do networkingu, jeśli chcemy, żeby działał, trzeba podchodzić długoterminowo. To wymusza planowanie oraz określone działania.

Nie okłamujmy się, poznanie ludzi z grupy wymaga czasu. Zbudowanie zaufania — również. A jak zdobyć czyjeś zaufanie?

Pomagając?

Dokładnie. Postawmy sobie na początku na przykład taki cel: dam każdemu z mojej grupy 3–4 polecenia w jednym roku. Przez polecenie rozumiem również pomoc w jakieś sprawie, wskazówkę.


Nie każdemu możesz dać od razu biznes. Nie wszyscy mają również taki cel. Członkowie mają rożne potrzeby. Masz być otwarty i słuchać co się wokół Ciebie dzieje. To daje jakieś 100 poleceń w ciągu roku — czyli przeciętnie dwa na spotkanie. Uważam, że minimum to jest jedno polecenie dla kogoś z grupy w tygodniu. Wtedy przez dwa lata zbudujesz sobie otoczenie kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy są ci wdzięczni. I zacznie ta wdzięczność spływać w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Gwarantuję.

Drugim celem powinny być spotkania jeden na jeden. Powinniśmy mieć przynajmniej jedno w tygodniu. Matematyka pokazuje, że tylko w ten sposób mamy szansę głębiej porozmawiać raz na pół roku z Koleżanką i Kolegą z Grupy. W sumie to bardzo rzadko. To niezbędne minimum!

Dlatego w dniu śniadania biznesowego warto zarezerwować czas nie do 10, ale do 12, czy nawet dłużej. Ten dodatkowy czas warto poświęcić na rozmowy z ludźmi. Na lepsze ich poznanie, na pomaganie im.

Networking to długi marsz.

Wywiad z Przemysławem Przyjaznym ukazał się oryginalnie w „Merkuryuszu” nr 12 (2 numer w 2018 roku).

Partnerzy