„Wiele osób krytykuje koncerny. Ja tu się wiele nauczyłem. Skala biznesu powoduje, że ma się dostęp do innych osób i problemów” — powiedział Piotr Witek, ekspert w zakresie finansów i rachunkowości oraz podatków. Przez ponad 10 lat był związany z francuskim koncernem Total jako dyrektor finansowy, treasurer i sekretarz zarządu Hutchinson Poland, czołowego światowego producenta części motoryzacyjnych z gumy i tworzyw sztucznych. Dziś jako Założyciel, Partner i Prezes Zarządu rozwija rodzinną firmę REWIT. To jedna z największych firm audytorskich w kraju ze 100% polskiego kapitału.

Czego polscy przedsiębiorcy mogą nauczyć się od koncernu Total — francuskiego giganta, który prowadzi interesy w 130 krajach i zatrudniając 100 tysięcy pracowników?


#CzłonkowieTowarzystwBiznesowychSąSuper

Dużo dobrego na temat tego człowieka usłyszałem jeszcze zanim obejrzałem 35. odcinek „Gnyszka Wyciska”. Wojciech Kwaśnicki, Członek Towarzystwa Biznesowego Trójmiejskiego, powiedział mi, że Piotr Witek jest nie tylko — parafrazuję — „wymiataczem”, jeśli chodzi o finanse, rachunkowość i podatki, ale też zwyczajnie po ludzku — świetnym człowiekiem z zasadami.

Miałem przyjemność poznać Wojtka Kwaśnickiego. Sam też jest świetnym człowiekiem z zasadami. Jego firma działa w ciekawej branży (Comest pomaga firmom produkcyjnym sprężyć koszty i uwolnić zyski). Jest mężem i ojcem — co z definicji oznacza wiele czasu, pracy i wysiłku. I choć czas nie jest z gumy (jak mawia Mariusz Bober, Dyrektor Operacyjny Towarzystw Biznesowych, czas to jedyny zasób na ziemi, którego nie da się magazynować ani recyklingować), Wojtek Kwaśnicki ma czas na pasje.

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Ponieważ jeśli świetny człowiek, taki jak Wojtek Kwaśnicki, mówi, że ktoś jest świetnym człowiekiem, to… istnieje przypuszczenie graniczące z pewnością, że tak faktycznie jest 🙂

To trochę jak z antycznymi świadectwami o Sokratesie. Uważa się, że lepiej postać Sokratesa oddał Platon niż Ksenofont (choć obaj popełnili dialogi zatytułowane „Uczta” (vel „Sympozjon”) oraz „Obrona Sokratesa” (vel „Apologia”). Dlaczego? Argumentacja jest taka, że nawet jeśli Platon „poprawił” Sokratesa w swych dialogach, to z całą pewnością był intelektualnie zdolny w ogóle zrozumieć nauki mistrza — czego nie można powiedzieć o Ksenofoncie (i tak warto poczytać Ksenofonta, szczególnie że wiódł ciekawe życie, że o słynnym marszu 10 000 wspomnę).

Wniosek z powyższego jest taki, że warto zdawać się na rekomendacje wartościowych ludzi, szczególnie jeśli są Członkami Towarzystw Biznesowych, bo nie od dziś wiadomo, że #CzłonkowieTowarzystwBiznesowychSąSuper. I Piotr Witek nie stanowi tu wyjątku 🙂

Piotr Witek w trakcie rozmowy z Maciejem Gnyszką
(wywiad kręcony był w showroomie Marie Zélie w Gdańsku)

Nie trzeba było mnie zachęcać do obejrzenia wywiadu z Piotrem Witkiem. Szczególnie że Maciej Gnyszka potrafi pokierować rozmową tak, żeby uchwycić sedno (trochę mu zazdroszczę tego talentu^^). No i się nie zawiodłem. To przekozacki wywiad po prostu!

Panowie poruszają wiele ciekawych wątków. W kontekście Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego (Piotr Witek będzie jednym z Prelegentów) przyszedł mi do głowy pomysł, żeby spojrzeć na ten wywiad właśnie przez pryzmat patriotyzmu ekonomicznego.


Patriotyzm ekonomiczny, czyli…?

Nie wiem, czy istnieje naprawdę dobra definicja tego pojęcia. Sam lubię sięgać po słowa dr Joanny Szalachy-Jarmużek, które padły na otwarciu I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego 10 listopada 2017 roku:

Patriotyzm ekonomiczny to taka społeczna gra zespołowa.

Dlaczego lubię tę definicję, nawet jeśli nie jest definicją sensu stricto? Ponieważ te słowa oddają istotę patriotyzmu ekonomicznego — jego systemowy wymiar. A jak pamiętamy, system w ujęciu teorii systemów to skomplikowana całość, które elementy wchodzą ze sobą w takie relacje, że powstaje całość wyodrębniona z otoczenia.

Istotę systemu oddaje hasło, którym posługuje się Pracownia Synergii: „2 + 2 = 5”. Dobrze widać to na piłkarskim boisku. Piłka nożna to chyba najbardziej systemowa z gier zespołowych. Tu nazwiska nie grają (nawet dużo słabszy „na papierze” zespół może pokonać rywala z wieloma gwiazdami w składzie), za to liczy się „granie na pamięć” czy „chemia na boisku”.

Dr Joanna Szalacha-Jarmużek podkreśliła na I Kongresie, że kluczowa jest tutaj współpraca przedsiębiorców, konsumentów, państwa. Wysiłki tylko jednej grupy mogą sporo zmienić, ale nie są w stanie zmienić wszystkiego. Żeby wygrać tę grę, wszyscy muszą grać do jednej bramki, nawet jeśli nasze interesy bywają sprzeczne (na piłkarskim boisku, szczególnie gdy pełno jest gwiazd o przerośniętym, indywidualne interesy też bywają sprzeczne:).


Lekcja patriotyzmu ekonomicznego od koncernu Total?

Tak, przyznaję, ten tytuł to taka mała prowokacja. Nie mam pojęcia, czy francuski koncern Total kieruje się patriotyzmem (francuskim, oczywiście, bo przecież nie polskim^^). Ale można przypuszczać, że wspiera interesy państwa (a państwo — jego interesy). Tak wielki podmiot (mierzony finansami, liczbą pracowników i państw, w których operuje), jak masywny obiekt w kosmosie, z definicji oddziałuje na otoczenie.

Jakiś polityk, zapytany, czy kapitał ma narodowość, odparł, że kapitał nie ma narodowości, ale posiadacze kapitału narodowość mają. Warto tę myśl, trafną skądinąd, rozwinąć, dodając, że ludzie mogą kierować się innymi pobudkami niż narodowe (internacjonaliści na przykład). Lepiej byłoby więc powiedzieć, że „kapitał ma poglądy”.

Pisząc „lekcja patriotyzmu ekonomicznego od koncernu Total?”, miałem na myśli to, co podczas wywiadu przekazuje Piotr Witek. Nie wiem, czy Pan Piotr podpisałby się pod poniższym, ale nie mam wątpliwości, że potrafi spoglądać na świat z właściwej perspektywy, jako system właśnie, czyli skomplikowaną całość.

Skąd ta pewność? Przede wszystkim stąd: „Nie da się osiągnąć sukcesu bez zespołu”. Te słowa Piotra Witka mogą wydawać się oczywiste, ale z oczywistościami często jest taki problem, że w ogóle się nad nimi nie zastanawiamy (jabłka spadały na ludzkie głowy przed Newtonem, prawda?). Pomyślmy tu nie tylko o zespole złożonym z kilku czy kilkunastu osób. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba budować zespołowość w koncernie zatrudniającym ponad 100 000 osób na całym świecie.

Ciężka sprawa, co? A co dopiero w przypadku państwa, które zamieszkuje trzydzieści kilka milionów mieszkańców. I choć pewnie nie powinienem zestawiać polskiego państwa z koncernem Total, to uważam, że warto pochylić się nad przez chwilę.

Piotr Witek w innym fragmencie wywiadu mówi, że przedsiębiorstwo to nie silosy. Na podstawie własnych doświadczeń w Totalu pokazuje, jak ważne jest to usuwanie barier między poszczególnymi „silosami”. „Silosy” to chyba jeden z największych problemów naszego państwa.

Nie chcę wdawać się w dyskusje na temat sprawności naszego systemu. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że ten system ma wiele podsystemów (systemów niższego rzędu). Zresztą nawet potocznie operujemy pojęciami: system oświaty, system opieki zdrowotnej czy system emerytalny.

Pytanie brzmi: czy nie jest tak, że mamy do czynienia z wieloma silosami, szczególnie na linii przedsiębiorcy — państwowe instytucje (na każdym szczeblu, od centralnego po lokalny)? I nieprzypadkowo wywołuję tu przedsiębiorców, bo…


Cała nadzieja w przedsiębiorcach?

Wiele osób, szczególnie w Polsce, przedsiębiorców nie docenia. A to jest naprawdę — nie boję się tego słowa — współczesna arystokracja. To są ludzie, od których najwięcej zależy. Setki lat temu być może najwięcej zależało od królów, jakichś wodzów czy dowódców armii, potem może od dyplomatów… Ale dziś losy świata są w rękach tych, którzy tworzą i dostarczają nowe produkty, to od nich zależy, jak będzie wyglądała rzeczywistość wokół nas. Jednocześnie przedsiębiorcy to absolutnie niezwykli ludzie — z naturalnymi cechami liderskimi, odważni, chętni do brania życia w swoje ręce, ludzie, którzy wolą coś zrobić ze światem wokół siebie, niż tylko narzekać.

Już kiedyś przytaczałem te słowa Pawła Królaka, Coraz Lepszego Szefa w Coraz Lepszej Firmie (cytat pochodzi z tego wywiad — mocno polecam). Przepraszam, że się powtarzam. Uważam po prostu, że to bardzo cenna myśl. Im dłużej jestem związany z Towarzystwami Biznesowymi, tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu, że tak właśnie jest — przyszłość Polski zależy od przedsiębiorców.

Takich jak Piotr Witek. Podczas oglądania wywiadu warto zwrócić uwagę na kolejną nieoczywistą oczywistość. Bohater 35. odcinka „Gnyszka Wyciska” opowiada o 2-tygodniowym szkoleniu, w którym brał udział, gdy pracował w koncernie Total. Wtedy dotarło doń, że „Ty sam odpowiadasz za swój rozwój”. Nikt nie weźmie za nas odpowiedzialności.

Oczywiście nie każdy ma takie warunki, jakie miał Piotr Witek w Totalu. Nie każdy ma takie warunki do rozwoju swoich kompetencji jako piłkarz, jakie miał Leo Messi czy Robert Lewandowski (rozwinął się niesamowicie w Borussii, a potem w Bayernie). Ale każdy może w pełni wykorzystać te warunki, które ma, i postarać się wycisnąć się z nich jak najwięcej (niczym Pan Gnyszka z Gości programu „GnyszkaWyciska”^^).

Kiedy oglądając wywiad z człowiekiem, który osiągnął niewątpliwy biznesowy sukces, słyszę, że ów człowiek wciąż się szkoli i wciąż się rozwija, wręcz określa siebie mianem człowieka rozwoju, to w mojej głowie pojawia się tylko wielkie „ŁAŁ!”. Maciej Gnyszka na pewno wspomniałbym tu aspiracjach godnych św. Maksymiliana — Patrona Towarzystw Biznesowych. Słusznie.

Ale warto też zwrócić uwagę na drugą stronę tego samego medalu — pokorę. Bo czyż nie jest tak, że człowiek musi dostrzec swoje braki czy ułomności, żeby w ogóle chcieć nad nimi pracować? Podejrzewam, że Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo i Leo Messi kompetencji wykonywania rzutów wolnych nie wyssali z mlekiem matki.

Pamiętam wzmianka w mediach sprzed paru lat. Juventus przyjechał do Polski (zdaje się, że potykał się wówczas z Lechem Poznań). W składzie Juve był genialny rozgrywający — Andrea Pirlo. Mecz odbywał się w Polsce. Gracze Juventusu zakończyli trening wieczór przed meczem. Było zimno (listopad?), ale mimo warunków atmosferycznych Andrea Pirlo został po treningu całego zespołu, żeby potrenować rzuty wolne. On — wielki piłkarz. Kluczowy gracz wielkiego Juventusu i piłkarskiej reprezentacji Włoch.

W podobnym okresie przeczytałem wypowiedz piłkarza rodzimej Ekstraklasy, że mu się nie chce zostawać po treningu (zapomniał dodać, że płacą mu za granie, a nie za trenowanie po godzinach^^). To prawda, że sukces zaczyna się w głowie.

Na szczęście polscy przedsiębiorcy, a już na pewno Członkowie Towarzystw Biznesowych, myślą jak Andrea Pirlo, a nie jak ów polski piłkarz (którego nazwiska nie pamiętam, więc prawdopodobnie wielkiej kariery nie zrobił). I mocno polskim przedsiębiorcom kibicuję. Szczególni tym, którzy celują wysoko, jak Piotr Witek (nawet jeśli REWIT ma być silnym graczem regionalnym, a nie globalnym, jak Total) czy Maciej Gnyszka (ambicje Towarzystw Biznesowych są Totalowe:).

Ale kibicuję też polskim koncernom. Niech Orlen, KGHM czy PGNiG rosną w siłę. Jak się rzekło, „kapitał ma poglądy”. To wszystko jest ważne, bo silne podmioty, marki rozpoznawalne globalnie, to generatory prestiżu. Cóż to takiego?


Generatory prestiżu

Pisał o nich Maciej Gnyszka w tekście „O braku polskiej soft power i tym jaki mam na to pomysł„. Cytuję:

Generatory prestiżu

Nie mamy ich. Ani prywatnych, ani państwowych. Nie mamy nagród, o których zdobycie bije się cały świat, nie mamy firm, w których młodzi całego świata chcą pracować, nie mamy wreszcie uniwersytetów, na których cały świat chce studiować. Bycie Polakiem nie jest prestiżowe, a przynajmniej nie w oczach świata.

Jesteśmy trochę jak Chińczycy, którzy produkują słynącą na cały świat chińską herbatę, jednak największe marki chinese tea należą do singapurskich koncernów, które produkcję zlecają Chińczykom. Podobnie Polacy — choć mają zastępy bohaterów i geniuszy w swej historii, choć mają cudowne miejsca do odwiedzenia, choć mają wreszcie fascynującą historię do opowiedzenia, nic z tego nie potrafią sami opowiedzieć, potrzebując do tego zawsze innych.

[…]

I have a dream

Od dobrych paru lat mam marzenie, które rośnie we mnie z roku na rok, z inicjatywy na inicjatywę. To marzenie, by polska diaspora na świecie nie tylko była silna ekonomicznie, ale i swoim prestiżem imponowała otoczeniu. Marzenie, by na całym świecie z okazji Święta Niepodległości organizowano wiele podniosłych wydarzeń, a wśród nich dużą część rękami tubylców, zachwyconych polską historią i polskością. Marzenie, by wreszcie sama Polska budziła zachwyt dynamizmem swoich obywateli, sprawiedliwością rządów i niesamowitością wynalazków — tak teoretycznych, jak i praktycznych; a z kolei Polacy mogli być postrzegani jako potomkowie bohaterów sprzed wieków i dziesięcioleci, spadkobierców Kopernika, Sobieskiego i Pileckiego. By słowa I come from Poland wywoływały zachwyt porównywalny do tego, jaki towarzyszył ludziom PRL-u wtedy, gdy dowiadywali się, że ich maluch już jutro zostanie im doręczony. I by przez ten zachwyt polskością odkrywali to, co jest jej źródłem.

Czyż to nie będzie nasza soft power? Ciężko o bardziej uniwersalne spoiwo, niż christianitas, której odbudowa mogłaby się zacząć właśnie od nas, którzy wciąż jeszcze mamy ją w krwiobiegu, nawet nieświadomie. Marzy mi się, by Polska rzeczywiście była źródłem iskry, o której mówił św. Faustynie Pan Jezus.

Co z tym robię?

Czy ja coś robię z tymi marzeniami? Robię. Od 8 lat robię coraz więcej. Buduję społeczność Polaków, którzy umieją ze sobą współpracować, którzy mają aspiracje do tego, by zdobywać świat i których łączy szacunek do tego, co w naszej cywilizacji boskie. Buduję kulturę wdzięczności i samopomocy. Wreszcie — tworzę okazje do tego, by Polacy mogli świadomie o sobie myśleć, dyskutować i decydować o własnej przyszłości.

Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że produkuję kapitał społeczny i tworzę generatory prestiżu.

Jak się pewnie domyślasz, Maciej Gnyszka ma na myśli Towarzystwa Biznesowe SA, choć nie tylko. Ogólnopolskie wydarzenia Towarzystwa Biznesowych — konferencja biznesowa Żyj w Obfitości oraz Kongres Patriotyzmu Ekonomicznego — też temu służą.

I warto spojrzeć na te imprezy z takiej właśnie perspektywy — systemowo, czyli jak część większej układanki. Układanki, która nie ułoży się sama. Ba, jeśli my jej nie ułożymy, ktoś ułoży za nas… swoją. Bo państwa to terytorialne systemy społeczne (wg koncepcji prof. Chojnickiego). Podobnie jak zespoły na piłkarskim boisku, systemy-państwa też rywalizują. To nie „Piłkarski poker”, nikt nam nie przyzna zwycięstwa przy zielonym stoliku.


Andrzej Lauryn

Copywriter Towarzystw Biznesowych

Partnerzy