Parę refleksji po lekturze książki „Inspiracje i drogowskazy. Jak rozsądnie przemierzać drogi i bezdroża życia” Zdzisława Dąbczyńskiego

„Kiedyś z ogromnym zaciekawieniem przeczytałem książkę na temat ludzkich możliwości, szczególnie zapamiętywania i tworzenia. Książka na tyle mocno mnie zafascynowała, że w końcu udało mi się spotkać osobiście jej autora i zadać to frapujące mnie pytanie: jak jemu udaje się wykorzystywać te możliwości, o jakich pisze w swojej książce?

W odpowiedzi dowiedziałem się, że książka była raczej chęcią przekazania dalej opisanych gdzie indziej metod niż własnych doświadczeń i praktyk. To też było cenne, ale przez moment w moich emocjach i ocenach mocno zahuczało. No bo jak to? Niby jest takie powiedzenie: drogowskaz nie idzie w kierunku, który wskazuje, ale ja bym wolał czytać coś, co jest przerobione przez autora w codziennym życiu, co on może uczciwie polecić na zasadzie: sprawdziłem i wiem, że działa. W mojej książce staram się więc pokazywać tylko to, co osobiście przepracowałem albo nad czym jeszcze pracuję, nierzadko w emocjonalnym pocie czoła.

Co więc robię, żeby nie ulegać fałszywym bożkom i malowanym autorytetom? Czasem trochę daję się uwieść, ale zawsze sprawdzam. Można by rzec: w życiu jak w pokerze. Jednak jak ma się własne zasady, a przede wszystkim zdrowy rozsądek, to jest zdecydowanie łatwiej wybrać dobrą drogę i kierować się mądrymi drogowskazami.

Odpowiednio pielęgnowany i uprawiany zdrowy rozsądek to niesamowite bogactwo, daleko większe i ważniejsze niż bogactwo materialne”.

To cytat z książki „Inspiracje i drogowskazy” (rozdz. V. Doły, przełomy i wyboje — we własnych i cudzych ograniczeniach; punkt 3. Warto mieć przed oczami autorytety — ale ważnym autorytetem powinien być mój własny zdrowy rozsądek). Zdzisław Dąbczyński zwraca tu uwagę na ważny problem naszych czasów. Bo czyż nie zmagamy się z problemem, jak odróżnić prawdziwe autorytety od ludzi, którzy tylko na takowe się kreują?

W dobie mediów społecznościowych i dużej świadomości na temat budowania swojej marki osobistej niemal każdy może zbudować wizerunek specjalisty w danej dziedzinie. Tylko że jakże często ludzie, którzy mówią o jakimś zagadnieniu, są specjalistami od przeczytania paru książek, zaliczenia paru szkoleń, ale nie praktykami tego, o czym mówią.

I właśnie tym najbardziej urzekła mnie książka Zdzisława Dąbczyńskiego. To nie są teoretyczne „Inspiracje i drogowskazy”, ale zapis wiedzy, życiowej mądrości i ogromnego doświadczenia autora, które zaczął zdobywać na długo zanim zarejestrował własną działalność gospodarczą.

Amerykański sen po polsku — od produkcji w garażu do dużej firmy

Z tym amerykańskim snem może trochę przesadzam. Początki Zdzisława Dąbczyńskiego były trudne. Autor wspomina kilkukrotnie o życiu młodego człowieka na chłoporobotniczym gospodarstwie. Tu trzeba było pracować każdego dnia, bo zawsze było coś do zrobienia. Zdzisław Dąbczyński nie narzeka na ten stan rzeczy — raczej stwierdza fakt. Podkreślając przy tym, że największy kapitał, który wyniósł z domu, to pracowitość i odpowiedzialność.

Jednak skojarzenie z wieloma amerykańskimi milionerami, którzy zaczynali od „garażu” (w cudzysłowie, bo nie musiał to być dosłownie garaż), jest jak najbardziej uzasadnione. Zdzisław Dąbczyński to przepiękny przykład polskiego przedsiębiorcy, który zbudował wspaniałą firmę praktycznie od zera.

A było tak (cytuję początek książki — fragment „Od Autora”):

25 lat temu, w 1988 roku, zarejestrowałem w Urzędzie Miasta i Gminy w Tuchowie Zakład Rzemieślniczy Wytwarzanie i Montaż Elementów Drogowych. WIMED to właśnie skrót od pierwszych liter nazwy tej działalności. Pierwszą siedzibą zakładu była czasem kuchnia, czasem pokój, garaż naszego wiejskiego domu i mała szopa kryta eternitem, gdzie zamiast ścian zawieszana była brezentowa plandeka, z tej strony, z której akurat wiało czy padało.

Na początku byłem specjalistą od wszystkiego: od cięcia, spawania, malowania, wycinania szablonów, wystawiania faktur, załadunku i transportu. Czasem pomagały mi żona, teściowa, rodzina. Pierwsze maszyny zrobiłem sam, a pierwszym pracownikiem był sąsiad na kawałek etatu. W drugim roku działalności zatrudniałem już kilka osób. Takie były początki.

Dzisiaj, po 25 latach, firma mieści się we własnym obiekcie o powierzchni hal ponad 5000 m2 i zatrudnia ponad dwustu wspaniałych, wykwalifikowanych, doświadczonych i zaprawionych w różnych trudnych zadaniach pracowników.

Dziś skrót WIMED, bardziej niż Wytwarzanie i Montaż Elementów Drogowych, tłumaczyć można jako Wspaniała i Miła Ekipa Dąbczyńskiego. Współpracowaliśmy i współpracujemy z wieloma firmami w kraju i za granicą: od Australii po USA. Przez lata działalności otrzymaliśmy wiele dyplomów, wyróżnień, certyfikatów, ale też zrezygnowaliśmy z ubiegania się o wiele z nich, gdy okazało się, że wiążą się one z mniej lub bardziej wymyślnymi formami odpłatności. My zawsze stawialiśmy na autentyczność i rzetelność. Dziś WIMED jest dobrze rozpoznawalną europejską marką wśród firm oferujących oznakowanie dróg i urządzenia zwiększające bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Wraz z moimi współpracownikami jesteśmy dumni z tego, że dzięki naszej rzetelnej pracy i wielu wdrożeniom na pewno jeździ się lepiej i bezpieczniej, a setki tysięcy naszych znaków, tablic i urządzeń informują, ostrzegają i kierują na polskich i europejskich drogach.

25 lat to kawał życia, a z drugiej strony minęły one jak jeden dzień. Wiele rzeczy się zdarzyło, ale gdybym w jednym zdaniu miał powiedzieć, co było w nich najważniejsze, powiedziałbym: inspiracje. Ważne było wszystko, co inspirowało do coraz lepszego prowadzenia i rozwijania firmy. A co jeszcze ważniejsze: do szukania odpowiedzi na pytanie: jak żyć w zgodzie ze sobą i z innymi?

Praktyk dla praktyków, czyli od przedsiębiorcy dla przedsiębiorców

Dziś jest to już ponad 30 lat (książka „Inspiracje i drogowskazy” została wydana w 2013 roku). Podejrzewam, że gdyby Zdzisław Dąbczyński miał napisać tę książkę od nowa, dziś miałby do przekazania jeszcze więcej. Sądzę jednak, że „kręgosłup” pozostałby ten sam. Skąd to przekonanie? Stąd, że miałem przyjemność słuchać prelekcji Zdzisława Dąbczyńskiego podczas konferencji biznesowej „Żyj w Obfitości” 2019 — i twórca firmy WIMED dzielił się także tym, co zawarł w swojej książce (a więc te inspiracje i drogowskazy są aktualne:).

I nie powinno to dziwić. Wszak mamy do czynienia z kimś, kto po aż tylu latach działania w niełatwej branży (o czym przekonasz się podczas lektury), spogląda na biznes, życie prywatne, czy w ogóle świat jako całość, z perspektywy czasu.

Widzi, co zadziałało, a co nie. Co warto robić, a czego unikać. Na które aspekty życia warto zwracać szczególną uwagę. I — co bardzo ważne — ile jest wart nasz czas (autor proponuje fajny sposób na obliczenie, ile faktycznie kosztuje nasz czas, szczególnie gdy tracimy go na coś, co nam nie służy i nie prowadzi tam, dokąd zmierzać chcemy).

To truizm, wiem, jednak warto podkreślić, że warto posłuchać tego, co Zdzisław Dąbczyński ma do powiedzenia — o wszystkim: biznesie, byciu przedsiębiorcą, współpracownikach, relacjach, bliskich, zdrowiu, autorytetach, rozwoju osobistym, czytaniu książek i słuchaniu audiobooków, czasie — ponieważ to PRAKTYK.

Zdzisław Dąbczyński mocno podkreśla rolę i wartość zdrowego rozsądku. Stwierdza wręcz z przymrużeniem oka, że sam jest absolwentem uniwersytetu zdrowego rozsądku. A ja po lekturze jego książki i po wysłuchaniu jego prelekcji na „Żyj w Obfitości” (oraz rozmowie w kuluarach tej konferencji, która to rozmowa zakończyła się dla mnie piękną niespodzianką^^) nie mam najmniejszych wątpliwości, że Zdzisław Dąbczyński ten uniwersytet ukończył dawno temu — pewnie jeszcze w czasach, gdy gromadził kapitał pracowitości i odpowiedzialności w chłoporobotniczym gospodarstwie rodziców.

A dziś sam jest na tym uniwersytecie profesorem — szanowanym wykładowcą, który ma do przekazania kolejnym pokoleniom polskich przedsiębiorców wiele bezcennych, pełnych zdrowego rozsądku rad i wskazówek.

„Drogowskaz nie idzie w kierunku, który wskazuje”, ale dobrze jest mieć pewność, że ów drogowskaz jest dziełem człowieka, który nie posyła ludzi w nieznane, a wręcz przeciwnie — wskazuje innym drogę, którą sam już przebył, pokonując po drodze wiele zakrętów, przeszkód i pułapek. Bo tych nie da się uniknąć na drodze przez życie.

Zdzisław Dąbczyński jest takim właśnie człowiekiem, a jego książka zawiera takie właśnie drogowskazy.

I właśnie dlatego mocno polecam tę książkę 🙂


Andrzej Lauryn

Copywriter Towarzystw Biznesowych


Partnerzy