Parę refleksji po lekturze książki „4-godzinny tydzień pracy” Tima Ferrissa

Już sam tytuł książki budzi kontrowersje. Tylko 4 godziny pracy w tygodniu? Przecież w taki sposób nie da się uczciwie zarobić na życie, prawda? A nawet gdyby to było możliwe, to… co byśmy robili z tym całym wolnym czasem? Czas, no właśnie — oto słowo-klucz do książki Ferrissa.

Przez życie pod prąd, czyli „Bogaci w Nowy Sposób”

Odrzucili koncepcję „życia odłożonego na później”, którą oddają 3 angielskie słowa:  slavesaveretire (haruj — oszczędzaj — bądź emerytem). „New Rich”, jak ich nazywa Timothy Ferriss, czyli ludzie „Bogaci w Nowy Sposób”, zamiast gromadzić oszczędności, by korzystać z nich na emeryturze, wolą korzystać z nich tu i teraz. Pracują więc tak, by mieć jak najwięcej czasu dla siebie. A ten „zaoszczędzony” czas „wydają”… na „miniemeryturach”. Cóż to takiego? Mianem „miniemerytury” Ferriss określa „wakacje od życia” (to mój termin — przy. A.L.), czyli długi pobyt w wymarzonym miejscu na świecie; odpoczynek połączony z poznawaniem innych kultur i robieniem tych wszystkich rzeczy, które kiedyś nam chodziły po głowie, ale… nie mieliśmy na nie czasu. Choćby takich jak surfowanie na desce, nauka egzotycznego tańca czy rejs dookoła świata.

Brzmi ciekawie? Na pewno taki sposób na życie to droga pod prąd — nie jest dla każdego (np. dla mnie na pewno nie jest). Zresztą nawet gdyby większości ludzi taki sposób na życie się zamarzył, to… cóż, realizacja tego marzenia jest po prostu niemożliwa. Jak ktoś to fajnie ujął, gospodarka jest tym, co nam wyszło, a nie tym, co żeśmy sobie zaplanowali. A ta gospodarka (w ujęciu globalnym) potrzebuje przede wszystkim ludzi, którzy utrzymują tę całą machinę w ruchu. Współczesna cywilizacja nie jest w stanie obyć się bez tych wszystkich fabryk, szeroko rozumianej infrastruktury, biur, urzędów — i ludzi, którzy tam pracują.

Dlaczego mimo wszystko polecam książkę „4-godzinny tydzień pracy”?

Bo choć uważam, że mało kto mógłby sobie pozwolić na takie życie, jakie wiedzie Tim Ferriss, to lektura jego książki pomaga sobie uświadomić, jak cennym zasobem jest czas. Bezcennym wręcz. Każdy człowiek ma 24 godziny do rozdysponowania każdej doby — tylko albo aż tyle. Czego byśmy nie robili, czas i tak przeminie. Bezpowrotnie. Świetnie ujął to Mariusz Bober, menedżer ds. — powiedział, że czas to jedyny zasób na ziemi, którego nie da się magazynować ani recyklingować. Oczywista oczyściwszy, chciałoby się powiedzieć, a jednak nie zawsze o tym pamiętamy. Być może dlatego, że ludzie łatwo wpadają in medias res, czyli w wir wydarzeń.

Celowo sięgam po ten łaciński termin, by przeskoczyć na chwilę do czasów antycznych, choć nie do rzymskich, a tych jeszcze starszych — greckich. In medias res (dosł. w środek spraw) czytelników „Iliady” wprowadza Homer. Wojna trojańska zbliża się do końca. Sprawy przeszłe zostają przedstawione w retrospekcjach. Wiele się pod Ilionem dzieje. Wartka akcja czytelnika (lub słuchacza) po prostu wciąga. Ale…

Ale łatwo jest w tym wszystkim „się zatracić”. Łatwo jest stracić szerszą perspektywę. A ta jest absolutnie kluczowa, gdy człowiek pragnie wieść życie, które mu się marzy. Trzeba wyjść z lasu, żeby zobaczyć las — jak głosi przysłowie chińskie (przytaczam za jedną z książek guru polskiej strategii marki, czyli Maciejem Tesławskim).

I właśnie tu z pomocą przychodzi Tim Ferriss. Jego książka mocno daje do myślenia. Skłania do refleksji nad naszym życiem. Pokazuje, jak bardzo cenny jest nasz czas. Nie wiem, czy należysz do tego nielicznego grona osób, dla których styl życia Tima Ferrissa by odpowiadał. Uważam jednak, że w książce „4-godzinny tydzień pracy” znajdziesz solidną dawkę inspiracji. Kto wie, może lektura podpowie Ci, co można by zmienić, żeby jeszcze lepiej wykorzystać Twoje codzienne 24 godziny?

Cum duo faciunt idem, non est idem — Kiedy dwie osoby robią to samo, to nie jest to samo

Żeby grać jak Real Madryt czy FC Barcelona, trzeba mieć piłkarzy, jakich mają w swych składach te kluby. Ale nawet jeśli nie ma się takich piłkarzy jak Cristiano Ronaldo (dzisiaj w Juventusie, ale nie ulega wątpliwości, że CR7 to ojciec sukcesu Realu wygrywającego 3 razy z rzędu Ligę Mistrzów) albo Leo Messi, warto brać z tych dwóch wielkich klubów przykład. Dlaczego? Ponieważ istnieje wspólny mianownik bycia wybitnym. W przypadku piłki nożnej będzie to na pewno szeroko rozumiany profesjonalizm. I co najważniejsze — wykorzystanie w optymalny sposób posiadanych zasobów. Piłka nożna to gra zespołowa. Tu „nazwiska nie grają”, liczy się „boiskowa chemia”, „gra na pamięć”. Słowem, trzeba poustawiać wszystkich graczy tak, żeby jako zespół byli możliwie najsilniejsi.

Doskonale rozumie to trener Atletico Madryt, Diego Simeone. Pod jego wodzą Atletico pokazało, ile tak naprawdę znaczy w tym sporcie zespół. Nie mieli w składzie graczy z potencjałem Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego — posiadali przede wszystkim graczy do tzw. ciężkiej pracy na boisku. Ale stanowili zespół. I potrafili neutralizować silne strony rywala.

Do czego zmierza ta piłkarska analogia? Chodzi mi o to, że każdy z nas ma swoje talenty, silne strony, powołanie. I każdy z nas musi ZNALEŹĆ WŁASNĄ DROGĘ PRZEZ ŻYCIE. Wcale nie trzeba żyć jak Timothy Ferriss. Ale na pewno trzeba, jak on, dobrze wykorzystać własne 24 godziny, którymi dysponujemy każdej doby.

Z piłkarskiej analogii płynie jeszcze jedna lekcja. Jaka? Taka, że życie to gra zespołowa. Tim Ferriss rozumie to doskonale, choć na pierwszy rzut oka tej zespołowości u niego nie widać. Dlaczego? Jeśli miałbym sięgnąć po kolejną analogię sportową, to powiedziałbym, że Tim Ferriss gra w tenisa (albo inny sport indywidualny). Koniec końców zawodnik na korcie zdany jest na samego siebie. Ale na jego sukces pracuje sztab ludzi. Bez treningów ze specjalistami, odnowy biologicznej, odpowiedniej diety czy mocnej głowy (psychika jest ważna w każdym sporcie) nie ma sukcesów na najwyższym poziomie.

Tak, życie to gra zespołowa. Bez zaufanych ludzi wokół, na których zawsze można liczyć, nie jest łatwo kroczyć przez życie. I nie ma tu znaczenia, czy „gramy w sport indywidualny”, czy też „uprawiamy zespołówkę” — każda gra angażuje wiele osób, nawet jeśli koniec końców walczy tylko jedna osoba.

Dla kogo jest ta książka?

Na zakończenie warto napisać parę słów na ten temat. Dlaczego? Ponieważ książka Tima Ferrissa nie jest dla każdego. I myślę, że sam autor wolałby, żeby nie marnować bezcennego zasobu, jakim jest nasz czas, na lekturę książki, która nie jest dla nas.

No dobrze, ale dla kogo jest ta książka? Dla przedsiębiorców? A może dla ludzi, którzy pracują zdalnie, niezależnie od tego, czy pracują u kogoś, czy są na swoim? Moim zdaniem „4-godzinny tydzień pracy” to książka dla każdego, kto chce świadomie kierować swoim życiem.

To oczywiście również książka dla tych wszystkich, którzy już teraz świadomie kierują własnym życiem. Tim Ferriss pomoże im spojrzeć na stare sprawy z nowej perspektywy. A powątpiewanie (w rozumieniu naukowych wątpliwości) to rzecz ludzka, prawda? Starożytni filozofowie greccy nie ruszyliby z miejsca, gdyby nie ciekawość świata i zdolność do patrzenia na świat inaczej niż większość ludzi.

I właśnie do tego zachęcam Ciebie — do uważnej lektury książki „4-godzinny tydzień pracy”, żeby spojrzeć na własne życie z innej perspektywy. A w szczególności na bezcenny zasób, jakim jest Twój czas. Oraz na zespołowy wymiar naszego życia. Członkowie Towarzystw Biznesowych są najlepszym dowodem na to, że wspólnymi siłami możemy osiągnąć dużo więcej.

Andrzej Lauryn

Copywriter Towarzystw Biznesowych

Partnerzy