W teorii „Fundraising. Pierwszy polski praktyczny podręcznik” jest książką dla ludzi związanych z trzecim sektorem. Ale jeśli — jak Maciej Gnyszka — spojrzymy na fundraising jako relacje między Darczyńcami a organizacją samorządową, stanie się jasne, że fundraising dotyczy nas wszystkich. No chyba że ktoś nie pragnie zmieniać świata na lepsze.

Maciej Gnyszka wielokrotnie pokazywał, że fundraising to jego drugie imię.
Fot. Ars Lumen Piotr Woźniakiewicz

Co łączy networking z fundraisingiem?

Tak, osoba Macieja Gnyszki oczywiście też. I choć nie jest to odpowiedź, o którą mi chodziło, to z całą pewnością jest to świetny trop. Bo gdzie Maciej Gnyszka, tam…? Tak jest — relacje. Prawdziwe relacje, które wymagają wysiłku i zaangażowania. Definicja networkingu, która obowiązuje w Towarzystwach Biznesowych, świadczy o tym dobitnie, wszak:

„Networking to rzetelne służenie innym i profesjonalne proszenie o pomoc.”

To równanie ma dwie strony.

Podobnie rzecz się ma z fundraisingiem. Internetowe definicje obfitują w słowa, natomiast gorzej z treścią. Ze świecą szukać solidnego fundamentu. A przecież dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane — to bardzo mądre słowa… i bardzo prawdziwe. Wystarczy spojrzeć na dobre chęci polityków (inna sprawa, czy są to faktycznie szczere chęci).

Dlaczego fundraising według Gnyszki? Bo mówi jasno i wyraźnie o podstawowym celu działalności organizacji pozarządowych, jakim jest zmienianie świata. Oczywiście, by zmieniać świat, trzeba mieć kim i czym. Jednostki nie wystarczą. Potrzebny jest zespół ludzi, którzy wierzą w zmianę i naprawdę chcą ją wprowadzić w życie. Trzeba tu podkreślić, że mówiąc „zespół”, mam na myśli zarówno członków, pracowników i wolontariuszy danej organizacji, jak i osoby z zewnątrz, które angażują się w jej misję. Bo jeśli człowiek wspiera finansowo organizację trzeciego sektora, to daje jej owoce swej pracy, a więc… ekwiwalent własnej pracy, prawda?

Jak zaangażować ludzi do tego, by wraz z organizacją samorządową zmieniali świat? Nie da się tego uczynić inaczej niż budując prawdziwe relacje. Jak w skutecznym networkingu.

Być jak przedsiębiorca

Biznes musi słuchać klientów. Bez aktywnego słuchania nie ma zrozumienia, a bez zrozumienia trudno jest zaspokajać potrzeby klienta. Drogi na skróty oczywiście istnieją. Ta czy inna technika pomaga osiągnąć krótkotrwały rezultat, ale trudno na tym zbudować coś trwałego. Koniec końców okazuje się, że dużo bardziej opłaca się budowanie relacji.

Podobnie rzecz się ma z trzecim sektorem. Maciej Gnyszka pisze o „grantozie”, przypadłości wielu polskich organizacji pozarządowych, które — to swoisty paradoks — choć z nazwy są pozarządowe, to znajdują się niebezpiecznie blisko władz (wyższego lub niższego szczebla) i środków publicznych (w przypadku środków unijnych czy pochodzących z innych państw zasada jest podobna). Rodzi się wówczas pytanie: kto tu właściwie zmienia świat i czyja wizja jest realizowana — organizacji czy tego, kto przyznaje środki?

Kolejne — istotniejsze — pytanie brzmi: czy aby na pewno warto wspierać takie organizacje samorządowe? Czy same dobre chęci to wystarczający powód? Każdy przedsiębiorca dąży do rozwoju, prawda? Członkowie Towarzystw Biznesowych mówią wręcz o powołaniu do bycia przedsiębiorcą. A powołanie zobowiązuje. Być może nie da się osiągnąć doskonałości, ale z całą pewnością można do doskonałości dążyć. Bo droga jest wartością samą w sobie.

Skoro przedsiębiorcy mogą się rozwijać, to tego samego można by oczekiwać od organizacji pozarządowych, nieprawdaż? Im skuteczniejsze działanie organizacji, im lepsze wykorzystywanie zasobów, tym większe pole jej oddziaływania. A — przypominam — chodzi o zmienianie świata na lepsze.

Ale jak to wszystko się ma do pytania postawionego na samym początku?

Dlaczego przedsiębiorcy powinni przeczytać „Fundraising” Gnyszki?

Po pierwsze — bo warto zmieniać świat. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Każdy przedsiębiorca czyni to niejako z definicji. A Członkowie Towarzystw Biznesowych robią to nawet bardziej, wszak budują też relacje między wartościowym ludźmi z zasadami, a tym samym tworzą pewną kulturę przedsiębiorczości oraz szerzą pewne idee. Wartościową kulturę i wartościowe idee.

Po drugie — ponieważ wiele rzeczy w naszym życiu po prostu robimy. A czasem warto zatrzymać się na chwilę, przystanąć i się zastanowić, po co je robimy, w jakim celu i co właściwie chcemy osiągnąć. „Fundraising” Macieja Gnyszki to uniwersalne porady. Ta książka pomoże ludziom trzeciego sektora usprawnić działanie ich organizacji. „Fundraising” pomoże też Darczyńcom (za Maciejem Gnyszką i ja zawsze piszę to słowo wielką literą). Ta książka skłania do refleksji nad pomaganiem. Jakiego świata pragnę? Która organizacja pomoże mi zamienić to pragnienie w rzeczywistość? Jak mogę tej organizacji pomóc? Jak sprawić, by ta organizacja mogła zmieniać świat w jeszcze większym stopniu?

Po trzecie — „Fundraising” Gnyszki to taki papierek lakmusowy, „narzędzie” do weryfikacji organizacji trzeciego sektora. Networking nierówny networkingowi, fundraising — fundraisingowi, a organizacja pozarządowa — organizacji pozarządowej, nawet jeśli działają na tym samym polu. Dobre intencje nie wystarczą. Liczą się również skuteczne działania.

Warto uważnie przeczytać książkę Maciej Gnyszki, a potem na spokojnie rozważyć, co z niej wynika. „Fundraising” pokazuje, jak może i powinna działać organizacja samorządowa. To nie jest łatwe, ale życie nie jest łatwe, prawda? I nie ma w tym nic złego, bo jak ktoś to pięknie ujął, szczęście nie polega na łatwiźnie, lecz na dokonywaniu rzeczy trudnych. Przedsiębiorcy rozumieją to doskonale.

Błądzącym dobrze radzić, czyli doskonały pomysł na prezent

Jednym z kryteriów oceny książki są dla mnie słowa, których autorstwo przypisuje się niejakiemu Agrypiusowi: „Umysł rzetelny ocenia książkę nie tylko według myśli, które ona zawiera, ale także według myśli, które ona budzi”. I nie ma tu znaczenia, czy mamy do czynienia z fikcją literacką, literaturą faktu czy na przykład poradnikiem.

Bardzo mocno cenię sobie właśnie te książki, które skłaniają do refleksji nad otaczającym nas światem, które są nośnikiem wartościowych idei, które przyczyniają się do budowania kultury zaufania, wdzięczności, doceniania, niesienia pomocy, dzielenia się.

Nie powinno więc dziwić, że takie książki sprawiam w prezencie bliskim, przyjaciołom, znajomym przy okazji urodzin czy świąt. Uważam, że wartościowe myśli w tych książkach mogą zainspirować

wartościowych ludzi do tego stopnia, by efektem ich działań były po prostu dobre owoce.

Czy „Fundraising” Macieja Gnyszki jest taką właśnie książką? Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Uważam, że ta książka to doskonały pomysł na prezent dla organizacji trzeciego sektora, z misją której się utożsamiamy. Jeśli osoby działające w tej organizacji podejdą do lektury rzetelnie, jest szansa, że zdobyta wiedza pomoże im usprawnić działania tej organizacji, a w efekcie  — zmieniać świat na jeszcze większą skalę.

Andrzej Lauryn

Copywriter Towarzystw Biznesowych

Partnerzy